ROTA

Ten kraj już cię nie chce, nie wypatruje twoich
powrotów. Nie potrzebuje twojego zapachu
i obecności. Nie oczekuje wizyt osiedlowa
przychodnia, bar piwny, stragan i uprzejma
sprzedawczyni Jolanta. Nie dotknie twoich

ramion jej mała, drżąca dłoń, przylegająca
do lady, podparta wymyślonym uśmiechem
i wielkim wyobrażeniem uda, które w trakcie
wydawania reszty umieszcza ci w przełyku
kilka nieuświadomionych wcześniej zmysłów.

A ty mówisz, że to, co zwykle poprosisz: pół
słonecznika, ten koperek, ta dymka. Aż ciężko
na sercu i powstaje przykrość. Przyjdzie taki
czas, będzie jeszcze pora, że w cieniu tarasu.
Nawet lód w sercu nie pomoże, jeśli ktoś ma.



ŻYCZENIA

Znowu powraca ukłonem jej niewielka, drżąca
dłoń, podparta pustym wzrokiem, umykającym
po kryjomu w odbiciu lusterka wraz z palcem
zaplątanym we włosy. To tylko chwila nieuwagi,
a zaczynasz myśleć, że być może jednak w śrubę

zaprzyjaźnionego okrętu i przydługi łańcuch
kotwiczny, w cumy, boje, koła, rzucone na fale,
głupi ty. A smutek tak wielki i rośnie i wzbiera
w człowieku mocne postanowienie poprawy,
niestabilne poczucie samotności w państwie,

na ulicy, pod stromym dachem, w starodawnym
fotelu. Ale czas nam jeszcze pokaże właściwe
notacje. Niechby się pojawił z kijem pasterskim,
w obstawie słońca i księżyca, niechby przylazł
i pozabierał dzieci sąsiadów na tyły tego miasta.



NASZA MATKA

W Warszawie siedemnaście i chmury, a u nas
szesnaście i niesamowity deszcz. Samochody
stojące w korku, ludzie stojący pod parasolami.
Złemu psu z pyska kapie ślina. Spójrz w lustro.
Jesteś tam jeszcze? Czy poznajesz swoje odbicie?

Bo im dłużej żyje ktoś, kto wcale nie powinien,
tym bardziej prawdopodobne, że coś się stanie.
Nasza mama, jak się tak denerwuje, to chociaż,
jakby czerwień w ogniu, prawie żywy, rozgrzany
mechanizm, dymiąca altana, odmalowana farbą,

rąbniętą ze składziku podupadającej kopalni.
Ale matce wolno, ją ponosi już tylko niewiedza,
choć przyjmuje środki. A u ciebie śladu po życiu,
nawet prochu na mankietach, kolan po trawie,
żadnych łez. Lęk przed własnym głosem w radio.